W sierpniu 2026 roku wybraliśmy się do Vulkanland Steiermark, jednego z najbardziej malowniczych, choć wciąż nieco mniej znanych regionów winiarskich Austrii. Położony w południowo-wschodniej Styrii, niedaleko granic ze Słowenią i Węgrami, swoją nazwę zawdzięcza wulkanicznej przeszłości, której ślady odnaleźć można zarówno w krajobrazie, jak i glebach tutejszych winnic. Region słynie przede wszystkim z aromatycznych Traminerów, doskonałych Sauvignon Blanc i win z odmian burgundzkich, ale jak się przekonaliśmy, ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko dobre wino.
Naszą bazą była niewielka miejscowość Klöch, nazywana często stolicą Traminera, którego charakterystyczny różany aromat stał się prawdziwą wizytówką okolicy. Zamieszkaliśmy w malowniczych domkach Gusto Lodges, należących do rodziny Tomaschitz, nieopodal Buschenschanku Gustoplatzl. To prawdziwa perełka, położona wśród winnic, tuż przy polu golfowym i niedaleko słoweńskiej granicy. W samym Klöch odwiedziliśmy również niewielkie muzeum winiarstwa (Weinbaumuseum), mieszczące się przy miejscowej winotece, pozwalające poznać historię produkcji wina w tym regionie, ze szczególnym uwzględnieniem słynnego Klöcher Traminera.
Kolejny dzień poświęciliśmy odkrywaniu wulkanicznej przeszłości regionu. Przeszliśmy dwukilometrową ścieżkę edukacyjną Geo-Trail Kapfenstein, prowadzącą przez pozostałości dawnego wulkanu, na którego szczycie wznosi się urokliwy zamek. Na zboczu tego samego wulkanu znajduje się rodzinna winnica Winkler-Hermaden, którą mieliśmy przyjemność odwiedzić. Thomas Winkler-Hermaden, przedstawiciel najmłodszego pokolenia winiarskiej rodziny, podczas degustacji przybliżył nam historię posiadłości, specyfikę tutejszych winnic i produkowanych win. Nie zabrakło również ciekawych opowieści, w tym historii tajemniczej postaci kota siedzącego na beczce wina, którą można spotkać w winiarskich piwnicach.
Vulkanland to jednak nie tylko winnice. Podczas pobytu odwiedziliśmy również monumentalny zamek Riegersburg, górujący nad okolicą ze szczytu dawnego wulkanu, oraz manufakturę Vulcano, słynącą z doskonałych, długo dojrzewających szynek. Osobną atrakcją okazała się podróż Styryjską Route 66, czyli lokalnym szlakiem pełnym kulinarnych i turystycznych niespodzianek. Jedną z najbardziej zabawnych była miejscowość „Liebe”, której największą — a właściwie jedyną — atrakcją jest ławeczka dla zakochanych! 🙂
Ostatniego dnia, opuszczając Klöch i kierując się w stronę Ehrenhausen an der Weinstraße, naszej kolejnej destynacji, zatrzymaliśmy się jeszcze w miejscowej winnicy Müller. Była to doskonała okazja, aby na pożegnanie spróbować kolejnych win z Vulkanland i raz jeszcze przekonać się, jak różnorodne potrafią być tutejsze interpretacje znanych szczepów.
Vulkanland urzekł nas nie tylko winami i krajobrazami, ale przede wszystkim spokojną atmosferą, gościnnością mieszkańców i mnogością niewielkich, często zaskakujących atrakcji. To jeden z tych regionów, w których warto zjechać z głównej drogi, zatrzymać się w przypadkowym Buschenschanku i pozwolić sobie na odrobinę niespiesznego odkrywania Austrii. A przed nami było już Ehrenhausen an der Weinstraße i kolejne winiarskie odkrycia południowej Styrii — ale o tym w następnym wpisie!

















































































































































