Vulkanland – wino, wulkany i nieodkryte zakątki Styrii

W sierpniu 2026 roku wybraliśmy się do Vulkanland Steiermark, jednego z najbardziej malowniczych, choć wciąż nieco mniej znanych regionów winiarskich Austrii. Położony w południowo-wschodniej Styrii, niedaleko granic ze Słowenią i Węgrami, swoją nazwę zawdzięcza wulkanicznej przeszłości, której ślady odnaleźć można zarówno w krajobrazie, jak i glebach tutejszych winnic. Region słynie przede wszystkim z aromatycznych Traminerów, doskonałych Sauvignon Blanc i win z odmian burgundzkich, ale jak się przekonaliśmy, ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko dobre wino.

Naszą bazą była niewielka miejscowość Klöch, nazywana często stolicą Traminera, którego charakterystyczny różany aromat stał się prawdziwą wizytówką okolicy. Zamieszkaliśmy w malowniczych domkach Gusto Lodges, należących do rodziny Tomaschitz, nieopodal Buschenschanku Gustoplatzl. To prawdziwa perełka, położona wśród winnic, tuż przy polu golfowym i niedaleko słoweńskiej granicy. W samym Klöch odwiedziliśmy również niewielkie muzeum winiarstwa (Weinbaumuseum), mieszczące się przy miejscowej winotece, pozwalające poznać historię produkcji wina w tym regionie, ze szczególnym uwzględnieniem słynnego Klöcher Traminera.

Kolejny dzień poświęciliśmy odkrywaniu wulkanicznej przeszłości regionu. Przeszliśmy dwukilometrową ścieżkę edukacyjną Geo-Trail Kapfenstein, prowadzącą przez pozostałości dawnego wulkanu, na którego szczycie wznosi się urokliwy zamek. Na zboczu tego samego wulkanu znajduje się rodzinna winnica Winkler-Hermaden, którą mieliśmy przyjemność odwiedzić. Thomas Winkler-Hermaden, przedstawiciel najmłodszego pokolenia winiarskiej rodziny, podczas degustacji przybliżył nam historię posiadłości, specyfikę tutejszych winnic i produkowanych win. Nie zabrakło również ciekawych opowieści, w tym historii tajemniczej postaci kota siedzącego na beczce wina, którą można spotkać w winiarskich piwnicach.

Vulkanland to jednak nie tylko winnice. Podczas pobytu odwiedziliśmy również monumentalny zamek Riegersburg, górujący nad okolicą ze szczytu dawnego wulkanu, oraz manufakturę Vulcano, słynącą z doskonałych, długo dojrzewających szynek. Osobną atrakcją okazała się podróż Styryjską Route 66, czyli lokalnym szlakiem pełnym kulinarnych i turystycznych niespodzianek. Jedną z najbardziej zabawnych była miejscowość „Liebe”, której największą — a właściwie jedyną — atrakcją jest ławeczka dla zakochanych! 🙂

Ostatniego dnia, opuszczając Klöch i kierując się w stronę Ehrenhausen an der Weinstraße, naszej kolejnej destynacji, zatrzymaliśmy się jeszcze w miejscowej winnicy Müller. Była to doskonała okazja, aby na pożegnanie spróbować kolejnych win z Vulkanland i raz jeszcze przekonać się, jak różnorodne potrafią być tutejsze interpretacje znanych szczepów.

Vulkanland urzekł nas nie tylko winami i krajobrazami, ale przede wszystkim spokojną atmosferą, gościnnością mieszkańców i mnogością niewielkich, często zaskakujących atrakcji. To jeden z tych regionów, w których warto zjechać z głównej drogi, zatrzymać się w przypadkowym Buschenschanku i pozwolić sobie na odrobinę niespiesznego odkrywania Austrii. A przed nami było już Ehrenhausen an der Weinstraße i kolejne winiarskie odkrycia południowej Styrii — ale o tym w następnym wpisie!

Weinfruhling (wiosenne wino) Gols

Tradycyjnie w kwietniu w wielu winiarskich rejonach odbywają się imprezy winiarskie podczas których prezentowane są wina z poprzednio rocznego zbioru. Gmina Gols z austriackim kraju związkowym Burgenland na rok 2024 przygotował imprezę, podczas której można było skosztować win w blisko siedemdziesięciu (!!!) winnicach w tym mieście. To chyba największa tego typu impreza w jednym austriackim mieście. 

Tegoroczna impreza została wzbogacona ponadto o konkurs o „2 Puchar Białego Wina Gols” podczas którego goście w ślepej degustacji wybierali zwycięzcę spośród wyselekcjonowanych win.

Nasza grupa tradycyjnie rozpoczęła imprezę od degustacji wspaniałych win musujących w Szigeti-Gols. Skorzystaliśmy z osobistego zaproszenia pana Hansa-Petera (szefa sprzedaży) podczas którego nie tylko przybliżył nam cały proces produkcji musiaków, ale również uchylił nam rąbka tajemnicy prezentując linię rozlewniczą. Oczywiście podstawą była degustacja win. Kolejna odwiedzona przez nas winnica to utytułowana „Weingut Goschl”, której 4 wina zdobyły złote medale na tegorocznym konkursie premier Burgenlandu. Po degustacji odwiedzilśmy jeszcze kilka winnic wzdłuż „Untere Haupstrasse”. Pierwszy dzień imprezy zakończyliśmy degustacją win gospodarza naszego pensjonatu – w winnicy Achs-Wendelin.

Sobotnie przedpołudnie spędziliśmy nad jeziorem Nezyderskim spacerując po molo i urokliwych uliczkach pobliskiego Podersdorf am See. 

Koło południa, korzystając z kursującej „winiarskiej kolejki” udaliśmy się do położonej na wzgórzu winnicy Allacher. Prezentowane tam wina były wysokiej jakości, a z tarasu rozpościerał się piękny widok na winnice, Gols i jezioro Nezyderskie. Nawet dosyć kapryśna pogoda w tym dniu nie mogła zepsuć nam świętowania. Po degustacji win udaliśmy się spacerkiem do tradycyjnego heuriger na lunch. Posiliwszy się (i przy okazji po małej degustacji win) udaliśmy się na dalsze zwiedzanie winnic. Nasze kroki skierowaliśmy do Erich & Birgit Pittnauer, gdzie w towarzystwie ich przyjaciół mieliśmy okazję skosztować zarówno fantastyczne białe jak i czerwone wina. Schodząc w kierunku południowych dzielnic miasta odwiedziliśmy jeszcze kilka znamienitych producentów wina. Zakończeniem dnia był wspólny posiłek z zaparkowanych „food trucków” na centralny placu Gols oraz rozmowy do późna z innymi uczestnikami święta „wiosennego wina”.

Niedziela to tradycyjnie dzień na zakupy (wg wcześniej sporządzanych podczas degustacji notatek) oraz czas powrotu do domu.

Z mojej perspektywy imprezę w Gols oceniam jako bardzo udaną. Biorąc pod uwagę liczbę winnic, a także jakość oferowanego wina nie sposób „zaliczyć” ją tylko raz. Myślę, że poznanie wszystkich oferowanych w tym rejonie win wiążę się co najmniej z kilkoma wizytami. Następna okazja już w listopadzie – podczas święta „Martiniloben” na które już zbieram ekipę.

Panel degustacyjny 

dla amatorów to świetna zabawa dla chcących inaczej niż zazwyczaj spędzić spotkanie w gronie znajomych.

Na Sylwestrowe przyjęcia przygotowaliśmy interesujący zestaw win białych i musujących. Obejmował on wina ze Stanów Zjednoczonych, Włoch, Austrii oraz Polski. Były dwa rodzaje win musujący: Pet-Nat i wytwarzane metodą tradycyjną. Dwa Gruner Veltlinery pochodzące z różnych krajów związkowych Austrii. Było jedno cuvee, amerykański Riesling i endemiczny szczep Vernacchia z toskańskiego Sam Gimigiano. Taka selekcja win była nieprzypadkowa. Miała ona na celu z jednej strony ukazać różnice pomiędzy winami pochodzącymi z różnych rejonów świata, a z drugiej strony dać szansę porównać wpływ terroir na wina wytwarzane z tego samego szczepu.

Dla każdego z win została przygotowana karta opisu sporządzona na podstawie najczęściej występujących opinii w serwisie Vivino, która była odczytywana po zakończeniu degustacji. 

Każdy z uczestników miał swoją kartę opisu wina na którą składały się m.in.: indywidualna ocena wg 100 punktowej skali Parkera, opis wina w układzie oko, nos, usta oraz szczep i pochodzenia wina. 

By ułatwić zabawę przygotowaliśmy również pomocnicze karty opisowe dla uczestników zabawy. Zawierały one wylistowane najpopularniejsze aromaty win z podziałem na: nuty owocowe, nuty ziemi, nuty drzewne oraz wady wina. Ponadto załączony był słowniczek najczęściej używanych wyrażeń podczas degustacji. Dla ułatwienia podaliśmy zawężoną listę degustowanych szczepów oraz rejonów winiarskich.

Polecamy taką formę spędzania czasu w gronie przyjaciół, czy znajomych. Jednocześnie może stanowić ona ciekawą formę budowania relacji w ramach imprez integracyjnych.

Martiniloben Podersdorf 2023

Około 11 listopada, w dniu święta św. Marcina, winiarze z regionu Burgenland otwierają drzwi swoich piwnic i zapraszają gości na „Martiniloben”. Młode wino, które dojrzewało w beczkach przez kilka tygodni do dnia św. Marcina, jest teraz degustowane po raz pierwszy. Zgodnie ze starą tradycją winiarzy, którzy nie tylko testowali jakość swojego nowego rocznika, ale także wina swoich sąsiadów, odwiedzający przechadzają się od piwnicy do piwnicy. To, co na początku było jedynie lokalnym zwyczajem, dzisiaj jest jesienną atrakcją turystyczną gromadzącą wielu Eno-turystów nie tylko z Austrii.

Nasz tegoroczny udział (podobnie jak dla prawie całej liczącej 23 osoby grupy enotrip) rozpoczął się już w czwartek wieczorem. Ponieważ uczestnicy naszej wyprawy dojeżdżali z najdalszych zakątków Polski początek wieczoru był dosyć zróżnicowani; jedni udali się bezpośrednio do naszego pensjonatu Die Herberge w Podersdorf na degustację win, inni na kolację do klimatycznej Restauracji Landhaus, a jeszcze inni dojechali dopiero około północy. Dobrze, że w okolicy dostępny jest … automat z winem (czynny do 24.00), bo po podróży należało jeszcze przygotować pierwszą degustację win lokalnych.

Piątek był dniem z zaplanowanymi atrakcjami od rana do wieczora. Już około godziny 10.00 zamówionymi wcześniej busikami nasza grupa pojechała do oddalonej o kilka miejscowości Gols na pierwsze zajęcia tego dnia. Przywitał nas pan Hans-Peter Hofmann – szef marketingu II-go największego producenta win musujących w Austrii wytwarzanych metodą tradycyjną – w krajach niemieckojęzycznych nazywa się ono „Sekt„. Rozpoczęliśmy spacer i bardzo szczegółowy wykład o tym, jak Szigeti Sektkellerei produkuje od ponad 30 lat jedne z najlepszych win musujących. Trwająca blisko trzy godziny wizyta oczywiście nie obyła się bez zwiedzania linii produkcyjnej, a przede wszystkich degustacji win. Asortyment podzielony jest na trzy główne linie: Freedom, Tribute i Prestige i w takiej kolejności odbywało się nasze testowanie win. Zajęło nam to sporo czasu, gdyż w sumie „badaliśmy” chyba 9 różnych. Na zakończenie zostaliśmy jeszcze poczęstowani topowym St. George, które „nakład” został właśnie wyczerpany.

Mając jeszcze kilkadziesiąt minut do powrotu do Podersdorf odwiedziliśmy lokalny „Winiarski Dom Kultury„, gdzie mogliśmy spróbować fantastycznych win czerwonych, różowych i białych od znakomitych producentów mających swoje winnice w rejonie miasteczka Gols.

O 14.30 czekał na nas stół w Restauracji Seehof, gdzie mieliśmy zamówioną gęsinę (dla wegetarian też się coś smacznego znalazło). Pan Otto Gisch przygotował prawdziwą Świętomarcińską ucztę zakończoną wspaniałymi deserami – mój ulubiony to kasztanowe parfait.

Około godziny 16.30 – już w pełnym składzie uczestników wyjazdu odebraliśmy opaski upoważniające do testowania i odwiedzania 19 winnic biorących udział w tegorocznym święcie „Martiniloben”. Zanim spotkaliśmy się na kolacji w buschenchanku Laterndlkeller w okolicach godziny 19.30 zdążyliśmy już zdegustować wina w takich winnicach jak: Schaller von See, Seegut Lentsch, Weingut Familie Heiling (rewelacyjny Pat-Nat!), czy boskie czerwone wina z kolekcji MEISTERSTÜCK z winnicy Neff. Dzień zakończyliśmy (co staje się po mału naszą tradycją) u Hansa Ettla. Tu czekała niespodzianka dla nas – można było spróbować tegorocznego Gruner Vertlinera lanego prosto z beczki. Rocznik 2023 zapowiada się bardo dobrze w Podersdorf. Na mnie w tym dniu największe wrażenie zrobiły topowe jego wina: PAN 2017 i cudowny COLOSSAL 2015 Reserve.

Sobota to tradycyjnie dzień oficjalnych uroczystości, ale najpierw był rejs statkiem po jeziorze Nezyderskim w trakcie którego mogliśmy przetestować 3 z 4 dostępnych win, a także poznać historię jeziora i … austriackie poczucie humoru. No bo kto inny mógłby reklamować lokalną latarnię jako „najbardziej na południe wysuniętą latarnię morską w krajach niemieckojęzycznych”?

Po rejsie jeszcze szybka kawka i desery w restauracji hotelu Seewirt Kartner i rozpoczęliśmy świętowanie wraz z tradycyjnym orszakiem składającym się lokalnej kapeli, wozów ciągniętych przez zabytkowe traktory – z których serwowane były lokalne zakąski: pieczone ziemniaki, pożywna zupa, czy chleb z kaszanką i boczkiem z lokalnej mangalicy. Centralny pojazd ciągnął ogromną beczkę w tegorocznym winem – Roter Muskateller, które to było hojnie dystrybuowane wśród uczestników i licznie zgromadzonych turystów. Oczywiście najbardziej widowiskowe są pokazy „hiata” – tradycyjnych odstraszaczy szpaków żerujących na polach uprawnych winogron.

Po zakończeniu oficjalnej części czas na testowanie wina w kolejnych winnicach. Mi udało się w tym roku odwiedzić między innymi: Fabian Sloboda, PayerPayer, Dombi-Weiss, Winnice Birtoc oraz Bio Weingut Ettl.

Niedziela to dzień zakupu i powrotów do domu. W tym roku razem z nami była licząca 23 osoby grupa enoturystów z całej Polski. Mieliśmy uczestników z takich województw jak: podlaskie, lubelskie, warmińsko-mazurskie, kujawsko-pomorskie, małopolskie i oczywiście śląskie.

Bardzo dziękuję za udział i zapraszam już na wiosnę.

Vilaflor, kanaryjska stolica wina

Vilaflor to najwyżej w Hiszpanii położona miejscowość – przynajmniej tak twierdzi się na Teneryfie. Pomiędzy miejscowościami Arona, w właśnie Vilaflor znajdują się winnice. My odwiedziliśmy i testowaliśmy wina z winnicy Lagar de Chasna znanej też jako 1242m. Nazwa oznacza wysokość n.p.m. ja jakiej położona jest owa posiadłość.

W ofercie znajdziemy kilka win białych, czerwonych i różowe. Dominują kupaże – cuvee. Przeważnie dobrze zmineralizowane, czasami przykrywające owocowość, o średniej kwasowości i wysokiej goryczce. Niska zawartość cukru. Wina rozkwitają po napowietrzeniu – są wtedy zdecydowanie bardziej aromatyczne.

Bardzo interesująco są prowadzone krzewy, ze względu na bardzo ostry klimat.

Będąc na Teneryfie polecam każdemu przejażdżkę do Vilaflor i skosztowanie miejscowych win.

Rumuńskie szampany

Czy Rumunia kojarzy się Wam z dobrej klasy winami? A winami musującymi powstającymi zgodnie z tak zwaną metodą szampańską? Nie? Mnie też do tej pory kojarzyła się raczej z samochodami Dacia i ewentualnie pałacami Romskich książąt, no i z Drakulą 🙂

Rhein Extra to marka win musujących o najdłuższej historii w Rumunii, produkowana w Winnicy Rhein tradycyjną francuską metodą od 1892 roku. Wchodził w skład koronacyjnego menu króla Rumunii Ferdynanda w 1922r., a teraz kontynuuje królewską tradycje będąc oficjalnym dostawcą dla rumuńskiego domu królewskiego. Wino to również było podawane na pokładzie legendarnego pociągu klasy lux – Orient Express.

Podczas naszego pobytu w winnicy zostaliśmy zapoznani z całym procesem produkcji win metodą szampańską, mogliśmy zwiedzić piwnice, a także zakład produkcyjny. Kulminacyjnym momentem była oczywiście komentowana degustacja w towarzystwie lokalnych serów i wędlin.

I taka ciekawostka ze strony winnicy Rhein:

„Pierwsze rumuńskie wino musujące zostało wyprodukowane w 1841 roku w Iasi przez profesora Iona Ionescu de la Brad, który studiował we Francji. Tym samym Rumunia stała się historycznie czwartym krajem na świecie produkującym wina musujące, po Francji (1544), Ukrainie (1799) i Niemczech (1826).”

Partnerem wyjazdu było stowarzyszenie Pasja Porsche z Krakowa.

Kamptal, Langenlois i okolice

Najważniejszą gałęzią gospodarki, zarówno w samym Langenlois, jak i w poszczególnych wioskach gminy, jest uprawa winorośli. Langenlois jest największym producentem wina w Austrii.

Atrakcją turystyczną jest tzw. LOISIUM zaprojektowane przez współczesnego amerykańskiego architekta Stevena Holla. Jest to centrum propagujące produkcję i sprzedaż lokalnego wina. Znajduje się tam winoteka, sklep oraz wejście do piwnic, a także wspaniały hotel – który stanowił naszą bazę wypadową.

W trakcie majowego pobytu udało się nam odwiedzić i degustować podczas rowerowych wycieczek wina od tak zacnych producentów jak chociażby Schloss Gobelsburg, Brigit Eichinger czy Türk.

Wspaniałą atrakcją jest już winoteka Loisium oferująca blisko ponad 200 etykiet w ciągłej sprzedaży, a dopełnieniem winiarskiego szczęścia są liczne Heuriger.

Szigeti, wiosenne wino i nie tylko

Tradycyjnie w ostatni weekend kwietnia w winiarskich miejscowościach Burgenlandu odbywa się impreza zwana Weinfrühling – winiarska wiosna.

Nie inaczej było w tym roku. Z ekipą entuzjastów wina udaliśmy się w pierwszej kolejności do miejscowości Gols na degustację win musujących wytwarzanych metodą szampańską od ponad dwudziestu lat przez Pana Petera Szigeti. Dzięki unikalnemu klimatowi Panonii i wpływom największego w Europie stepowego jeziora Nezyderskiego wina są bardzo intensywne, o bogatym bukiecie i pełne ciekawych akcentów – ja stawiam je w jednym szeregu z wyrobami z francuskiej Szampanii.

Po degustacji dotarliśmy do naszego miejsca docelowego – jedynego miasteczka leżącego bezpośrednio nad brzegiem jeziora – Podersdorfu. W piątkowy wieczór zdążyliśmy dowiedzieć jeszcze kilka winnic w ramach festiwalu. Ten dzień zakończyliśmy w winnicy państwa Hans und Florian Ettl uprawiających na 8,5ha gospodarstwie 14 gatunków winogron. Już tradycją stało się, że podczas wiosennego święta w winnicy swoje wyroby kulinarne, nalewki, mieszanki przypraw, wędliny i sery wystawia jego przyjaciel Pan Josef Steiner. Mi osobiście najbardziej smakują pasztety z dziczyzny i nalewki (kto był ten wie które :)).

W sobotę, dzień rozpoczęliśmy od porannego rejsu po jeziorze – oczywiście degustując lokalne wina. Był czas na chwilę relaksu i wyciszenia. Po zejściu na ląd mogliśmy wykonać sesję zdjęciową przy jedynej znanej mi w Austrii „latarni morskiej” na końcu molo. Zdjęcia z tego miejsca są „pocztówkowe”. Po szybkim lunchu – czas na degustacje w kolejnych winnicach – a wiele z nich jest bardzo utytułowana i oferuje dziesiątki medalowych win do degustacji i zakupów. Wieczór zakończył się w tradycyjnej austriackiej heuriger.

W niedzielę – dzień powrotu – udaliśmy się jeszcze do Wiednia, na „polskie” wzgórze Kahlenber (po polsku Łyska Góra) skąd roztacza się wspaniały widok na Wiedeń, Dunaj i winnice Nussbergu. Przed udaniem się do Polski zatrzymaliśmy się jeszcze w Buschenschanku FEUERWEHR-WAGNER AM NUSSBERG, którego winiarskie tradycje sięgają ponad 330 lat wstecz.

Martiniloben – austrackie święto wina

11 listopada przypada Św. Marcina. O ile w Polsce kojarzymy ten dzień głównie z wielkopolskimi rogalami świętomarcińskimi, o tyle w Austrii jest to dzień winiarzy, gdyż Św. Marcin jest również ich patronem.

W tym roku byliśmy po raz pierwszy uczestnikami obchodów tego święta w kraju związkowym Burgenland (tereny Austrii graniczące ze Słowacją i Węgrami).

Impreza została zaplanowana od 11.11 do 14.11 – oczywiście w reżimie covidowym tj. każdy uczestnik musiał kupić bilet wstępu w cenie 50 euro (30 można wykorzystać na zakupy) i okazać certyfikat kowidowy lub zaświadczenie o byciu ozdrowieńcem 🙁

Święto de facto rozpoczęło się w piątek 12 listopada – od południa można było odwiedzać kilkunastu winiarzy i degustować prezentowane przez nich wina. Dla nas odkryciem w tym dniu były wina pochodzące z winnicy PayerPayer, nawiasem mówiąc, właściciel tej winnicy był jednym z dwóch gospodarzy podczas ubiegłorocznego eventu „Porsche&Wine” organizowanego przez nas dla grupy z Polski.

Główną atrakcją soboty były pokazy tradycyjnej sztuki „strzelania z bicza” przez tzw. Goaslklescher – w dawnych czasach odstraszali oni szpaki oraz kozy z winnych pól. Zanim jednak wybraliśmy się na pokazy zostaliśmy zaokrętowani na pokład promu, który odbył godzinną wycieczkę po jeziorze Nezyderskim. Nie zabrakło również poczęstunku lokalnymi winami. Wracając jednak do głównego tematu święta – do wina. Bardzo pozytywne wrażenia smakowe sprawiły wina od takich winiarzy jak: Bio-Weingut Ettl, Schaller, czy Ringbauer.

Kolejne święto wina planowane jest na koniec kwietnia 2022r. – mam nadzieję, że minie już pandemia i będzie można w pełni skorzystać z uroków oferowanych przez lokalnych winiarzy.

Sierpniowe słońce nad winnicami

Czy może być coś przyjemniejszego niż schłodzone wino na upalny sierpniowy dzień? Oczywiście! Wizyta u jednego z najbardziej utytułowanych austriackich producentów win musujących. Pan Peter Szigeti od 30 lat wytwarza je tradycyjną metoda szampańską w miejscowości Gols. Tym razem naszym przewodnikiem był jego syn, który nie tylko poprowadził dla nas wspaniałą degustację, ale na zakończenie poczęstował nas rodzinnym skarbem zamkniętym w 1,5 litrowej butelce magnum – musującym Gruner Veltilinerem rocznik 2013.

Kolejnego dnia udaliśmy się do jednego z najbardziej znanych winiarskich miasteczek w Austrii – podwiedeńskiego Gumpoldskirchen. Naszą bazą wypadową był górujący nad okolicą zameczek. Miłą niespodzianką był zorganizowany w tym czasie punkt typu heuirge w jego ogrodach. Ale nie myślcie, że leniuchowaliśmy tam cały czas. Odbyliśmy też kilka pieszych wycieczek: odwiedziliśmy winotekę mieszczącą się z dawnym klasztorze Świętego Krzyża w Thallern. Tradycje winiarskie tego miejsca sięgają roku 1141! Można tutaj skosztować i kupić wina z pobliskich winnic, a także z południowej Styrii – gdyż jednym ze współwłaścicieli tego miejsca jest pan Polz – znany winiarz pochodzący z tego właśnie regionu.

Nasza kolejna piesza wędrówka wiodła nas malowniczymi uliczkami Gumpoldskirchen, gdzie praktycznie co kilkadziesiąt metrów mieści się winnica proponująca zacne wina. Należy tutaj wymienić chociażby takie jak: Krug, Gebeshuber, czy Fassbinderhof.

Na zakończenie naszego enotripu odwiedziliśmy jeszcze w drodze powrotnej Poysdorf będący „północną bramą do win austriackich”. Tam odwiedziliśmy miejską winotekę na szybką, ale owocną degustację win połączoną z małymi zakupami.