Alzacja – przypadki chodzą po winnicach.

Alzacja to jeden z tych regionów Francji, w których wino jest obecne niemal na każdym kroku. Malownicze miasteczka z kolorowymi domami, niewielkie rodzinne winiarnie, świetna kuchnia i winnice rozciągające się na zboczach Wogezów. Do tego ciekawa mieszanka wpływów francuskich i niemieckich, widoczna zarówno w architekturze, jak i w nazwach miejscowości czy lokalnych tradycjach.

Na miejsce naszego pobytu wybrałem Colmar, które stanowi doskonałą bazę wypadową do odkrywania alzackiego szlaku winnego – Route des Vins d’Alsace. Nie spodziewałem się jednak, że jedna z najciekawszych historii tej podróży rozpocznie się już w wynajętym przez nas mieszkaniu.

Przypadkowy nocleg i rodzina pioniera biodynamiki

Apartament w Colmar zarezerwowałem przez Airbnb, kierując się po prostu lokalizacją i ofertą. Dopiero na miejscu, podczas rozmowy z mężem właścicielki, dowiedziałem się, że jego żona jest wnuczką Eugène’a Meyera – człowieka, który odegrał ważną rolę w rozwoju biodynamicznego winiarstwa we Francji.

Przyznam, że było to dla mnie spore zaskoczenie. Przyjechałem do Alzacji poznawać miejscowe wina, a zupełnym przypadkiem zamieszkałem u rodziny jednego z pionierów biodynamiki!

Historia Domaine Eugène Meyer w Bergholtz jest naprawdę interesująca. W 1968 roku Eugène Meyer doznał poważnego zatrucia środkami chemicznymi stosowanymi w winnicy. To doświadczenie skłoniło go do radykalnej zmiany podejścia do uprawy winorośli. Już w 1969 roku zdecydował się na metody biodynamiczne, co w tamtych czasach było prawdziwym eksperymentem. W 1980 roku jego winnica uzyskała certyfikat Demeter, stając się jednym z pionierskich gospodarstw tego typu.

Nasza rozmowa z gospodarzem zakończyła się zaproszeniem do rodzinnej winnicy w Bergholtz. Oczywiście z przyjemnością skorzystaliśmy!

Na miejscu mieliśmy okazję bliżej poznać wina Domaine Eugène Meyer. Szczególnie zainteresowały mnie ich wina musujące, w tym Crémant d’Alsace Chardonnay, Bulles Gewürztraminer i Bulles Muscat. To ciekawe propozycje pokazujące, że alzackie winiarstwo nie kończy się na klasycznych białych winach spokojnych.

Cała ta historia jest dla mnie świetnym przykładem tego, co najbardziej lubię w enoturystyce. Można dokładnie zaplanować trasę i kolejne wizyty, ale czasem najciekawsze spotkania są dziełem przypadku.

Riquewihr – miasteczko, które wygląda jak z bajki

Jednym z miejsc, które zrobiły na mnie największe wrażenie, było Riquewihr. Niewielkie, otoczone winnicami miasteczko, pełne kolorowych domów z murem pruskim, wąskich brukowanych uliczek i historycznych budynków.

Trudno tutaj schować aparat. Co kilka kroków trafia się na kolejną piękną kamienicę, ciekawy szyld albo niewielką restaurację.

Szczególnie charakterystycznym miejscem jest historyczna siedziba Hugel, jednej z najbardziej znanych rodzin winiarskich Alzacji. Na budynku widnieje napis Depuis 1639, przypominający, że rodzina zajmuje się winem od niemal czterech stuleci.

Właśnie takie miejsca najlepiej pokazują, czym jest alzacka tradycja winiarska. Tutaj wino nie jest wyłącznie produktem. Jest częścią historii rodzin, domów i całych miejscowości.

W Riquewihr uwagę zwraca także restauracja Au Tire Bouchon, mieszcząca się w charakterystycznym niebieskim budynku. To jeden z przykładów tutejszych Winstub, czyli tradycyjnych alzackich lokali, w których można spróbować regionalnych potraw i miejscowych win.

Alzackie wina – znacznie więcej niż Riesling

Alzacja słynie przede wszystkim z białych win. Riesling, Gewürztraminer, Pinot Gris, Pinot Blanc czy Muscat to odmiany, które odgrywają tutaj najważniejszą rolę. Co ciekawe, w przeciwieństwie do wielu innych regionów Francji, na alzackich etykietach bardzo często znajdziemy nazwę szczepu, a nie tylko apelacji.

Warto jednak spróbować czegoś mniej oczywistego.

Jednym z takich win był dla mnie Edelzwicker z Domaine Bleger, rodzinnej winiarni z Saint-Hippolyte. Edelzwicker to tradycyjny alzacki kupaż białych odmian winorośli. W zależności od producenta może być lekki i prosty albo znacznie bardziej interesujący. Właśnie dlatego lubię próbować win od mniejszych, lokalnych producentów – nie zawsze trzeba sięgać po najbardziej znane etykiety.

Osobny rozdział stanowią Crémant d’Alsace, czyli alzackie wina musujące produkowane metodą tradycyjną. Moim zdaniem zdecydowanie warto zwrócić na nie uwagę. Dobrze zrobiony Crémant potrafi dostarczyć mnóstwo przyjemności, a często jest znacznie bardziej przystępny cenowo niż szampan.

Nie można też zapominać o Pinot Noir. Choć Alzacja kojarzy się przede wszystkim z białym winem, miejscowi producenci coraz częściej pokazują, że potrafią robić również bardzo interesujące czerwone wina.

Bergholtz – gdzie wino jest częścią historii

Podczas pobytu w Bergholtz zainteresowała mnie nie tylko współczesna produkcja wina, ale również historia samej miejscowości.

Jednym z ciekawszych odkryć była informacja o dawnym Maison dîmière, czyli domu dziesięcinnym. Bergholtz należało niegdyś do opactwa Murbach, a taki budynek służył do gromadzenia danin płaconych Kościołowi w naturze. Jednym z najważniejszych produktów były oczywiście winogrona.

Trudno o lepszy dowód na to, jak głęboko winiarstwo zakorzenione jest w historii Alzacji.

Zresztą podobnych ciekawostek jest tutaj mnóstwo. Podczas zwiedzania jednej z ekspozycji poświęconych miejscowemu winiarstwu zwróciłem uwagę na historię tradycyjnych alzackich kieliszków.

Ich charakterystyczna zielona nóżka to nie tylko element dekoracyjny. Według miejscowej legendy zielone szkło miało dawniej pomagać ukrywać mniej atrakcyjny kolor wina w słabszych rocznikach. Dziś kieliszki te są jednym z symboli regionu.

Colmar – znacznie więcej niż baza noclegowa

Colmar okazało się świetnym miejscem na pobyt. To miasto, które szczególnie dobrze prezentuje się podczas zwykłego spaceru. Kolorowe fasady, kanały, stare kamienice i mnóstwo niewielkich restauracji tworzą wyjątkowy klimat.

Warto zajrzeć do historycznego centrum, przejść przez słynną Petite Venise, czyli Małą Wenecję, i po prostu zgubić się na chwilę w uliczkach starego miasta.

Colmar ma też ciekawe związki z historią Stanów Zjednoczonych. To właśnie tutaj urodził się Frédéric Auguste Bartholdi, autor Statuy Wolności w Nowym Jorku. W mieście można znaleźć wiele nawiązań do jego najsłynniejszego dzieła, w tym niewielkie mozaiki przedstawiające statuę na narożnikach budynków.

No i oczywiście kuchnia!

Alzacja to miejsce, w którym trudno przejść obojętnie obok tradycyjnego flammekueche, czyli cienkiego placka z crème fraîche, cebulą i boczkiem. Do tego choucroute garnie, słynny ser Munster i kieliszek dobrze schłodzonego Rieslinga. Proste połączenia, które naprawdę świetnie się tutaj sprawdzają.

Dlaczego warto wybrać się do Alzacji?

Po tej podróży mogę powiedzieć jedno – Alzacja to świetny kierunek na enoturystyczny wyjazd samochodem. Miasteczka i winnice leżą blisko siebie, drogi są malownicze, a możliwości degustacji praktycznie nieograniczone.

Szczególnie podoba mi się różnorodność tego regionu. Można odwiedzić winiarnię z kilkusetletnią tradycją, spróbować biodynamicznych win od niewielkiego producenta, pospacerować po średniowiecznym miasteczku, a wieczorem usiąść w lokalnej restauracji przy kieliszku Gewürztraminera.

Ale z tej podróży najbardziej zapamiętam chyba historię naszego przypadkowego noclegu w Colmar i zaproszenia do winnicy Domaine Eugène Meyer.

Bo właśnie takie nieplanowane spotkania, rozmowy i odkrycia sprawiają, że podróże winiarskie mają dla mnie szczególną wartość.

I dlatego wiem, że do Alzacji jeszcze wrócę. Być może następnym razem zabiorę tam również uczestników jednego z moich Enotripów!

À votre santé! 🍷

Dolina Rodanu – wino, które zapamiętam na długo

Dolina Rodanu to jeden z tych regionów Francji, w których historia, krajobrazy i wino tworzą wyjątkową całość. Podczas naszej podróży zatrzymaliśmy się na terenie pola golfowego w okolicach Awinionu (Avignon), skąd wyruszaliśmy odkrywać uroki południowej części tego słynnego regionu winiarskiego.

Jednym z najważniejszych punktów naszej podróży była wizyta w Châteauneuf-du-Pape, miejscowości znanej z jednych z najbardziej cenionych czerwonych win Francji. To właśnie tutaj odwiedziliśmy Maison Brotte i Musée du Vin Brotte – miejsce, które szczególnie zapadło mi w pamięć.

Brotte – rodzinna historia zamknięta w butelce

Historia Maison Brotte sięga 1931 roku, kiedy Charles Brotte rozpoczął działalność winiarską w Châteauneuf-du-Pape. Jednak prawdziwą wizytówką rodzinnej firmy stała się stworzona w 1952 roku niezwykła butelka La Fiole du Pape.

Trudno pomylić ją z jakąkolwiek inną. Jej asymetryczny, skręcony kształt wygląda tak, jakby szkło zostało zdeformowane pod wpływem ogromnej siły. I rzeczywiście – inspiracją był słynny prowansalski wiatr Mistral, który przez dziesięciolecia wygina i kształtuje pnie miejscowych winorośli.

Charles Brotte, współpracując z prowansalskim ceramikiem René Contierem i lokalnymi mistrzami szklarskimi, stworzył butelkę przypominającą stare, poskręcane krzewy winorośli. Dodatkowego charakteru nadaje jej szorstka, przypominająca piasek powierzchnia oraz stylizowana na stary pergamin etykieta.

Co ciekawe, La Fiole du Pape od początku miała być czymś więcej niż efektownym opakowaniem. Brotte stworzył również specjalną kompozycję win z apelacji Châteauneuf-du-Pape, opartą przede wszystkim na szczepach Grenache i Syrah. W przeciwieństwie do większości prestiżowych win regionu, La Fiole du Pape nie jest oznaczana konkretnym rocznikiem. Jej charakter budowany jest poprzez umiejętne łączenie win, także tych pochodzących z rezerw dojrzewających przez dłuższy czas.

Dziś charakterystyczna „fiolka” jest rozpoznawalna na całym świecie i pozostaje symbolem pomysłowości rodziny Brotte.

Degustacja, której nie zapomnę

Wizyta w muzeum wina Brotte była dla mnie czymś więcej niż kolejnym przystankiem na winiarskiej mapie Francji. Mieliśmy okazję poznać historię rodziny, obejrzeć eksponaty związane z dawnymi metodami uprawy winorośli i produkcji wina, a następnie przejść do tego, na co najbardziej czekałem – degustacji.

I tutaj spotkała nas niespodzianka. Wina prezentowała nam polska sommelierka pochodząca z Łodzi. Spotkanie rodaczki w samym sercu Châteauneuf-du-Pape było bardzo sympatycznym doświadczeniem. Mogliśmy porozmawiać o winach i historii regionu po polsku, a przy okazji dowiedzieć się znacznie więcej o poszczególnych butelkach.

Nie będę udawał wielkiego znawcy czerwonych win. Moje doświadczenie w tej materii nie jest szczególnie rozległe, ale właśnie podczas tej degustacji spróbowałem wina, które do dziś wspominam jako być może najlepsze czerwone wino, jakie piłem w życiu.

Nie chodziło wyłącznie o bogactwo smaku czy aromatu. Było w nim coś wyjątkowego – harmonia, głębia i elegancja, które sprawiły, że zapamiętałem tę chwilę na długo. To jeden z tych momentów, kiedy człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego niektórzy potrafią poświęcić całe życie odkrywaniu tajemnic wina.

Dolina Rodanu to znacznie więcej niż wino

Oczywiście południowa Dolina Rodanu ma do zaoferowania znacznie więcej. Awinion ze swoim monumentalnym Pałacem Papieskim, malownicze prowansalskie miejscowości, kamieniste winnice Châteauneuf-du-Pape i śródziemnomorska kuchnia tworzą idealne warunki do podróży.

To region, w którym można połączyć zwiedzanie, poznawanie historii, lokalną gastronomię i degustacje win z różnych apelacji – od Châteauneuf-du-Pape po Gigondas, Vacqueyras czy Cairanne.

Dla mnie jednak symbolem tej podróży na zawsze pozostanie niezwykła, skręcona butelka La Fiole du Pape i degustacja w Maison Brotte.

Bo właśnie o to chodzi w Enotrip – nie tylko o odwiedzanie winnic, ale o kolekcjonowanie smaków, spotkań i wspomnień, do których chce się wracać.

Burgundia

Burgundia – wielkie wina, małe miasteczka i moje odkrycia

Burgundia to jeden z tych regionów winiarskich, które od dawna chciałem poznać bliżej. Moją bazą wypadową było Dijon – miasto pełne historii, świetnej kuchni i niepowtarzalnej francuskiej atmosfery. Stąd każdego dnia wyruszałem na odkrywanie kolejnych winnic, urokliwych miasteczek i miejsc, w których wino jest częścią codziennego życia.

Podróżując słynnym Route des Grands Crus, trudno nie zachwycić się krajobrazem. Niewielkie parcele winnic, kamienne murki, historyczne posiadłości i nazwy miejscowości znane z etykiet wielkich win robią ogromne wrażenie. Odwiedziłem między innymi Château de Savigny-lès-Beaune, niezwykły zamek z imponującymi kolekcjami zabytkowych samochodów, motocykli i samolotów – miejsce, w którym moje dwie pasje, wino i klasyczna motoryzacja, spotkały się w wyjątkowy sposób.

Nie zabrakło oczywiście degustacji! W Nuits-Saint-Georges odwiedziłem winiarnię Moillard-Grivot, a na mojej trasie znalazły się również Domaine Sérafin, Les Chais Letourneau i kilka innych ciekawych miejsc. Najbardziej fascynowała mnie możliwość porównywania win pochodzących z niewielkich, często sąsiadujących ze sobą parceli. Burgundia doskonale pokazuje, jak wielki wpływ na charakter wina ma jego pochodzenie.

I choć to kraina słynąca z wielkich Pinot Noir i Chardonnay, moim osobistym odkryciem okazały się burgundzkie „musiaki”, czyli Crémant de Bourgogne! Ich świeżość, elegancja i delikatne bąbelki przypadły mi szczególnie do gustu. To doskonały przykład, że podczas winiarskich podróży warto próbować nie tylko tego, z czego dany region jest najbardziej znany.

Z Burgundii zapamiętałem jednak nie tylko wina. Równie mocno urzekły mnie niewielkie miejscowości, klimatyczne piwnice, lokalna kuchnia i atmosfera regionu, w którym za niemal każdą butelką kryje się historia wielu pokoleń.

Burgundia utwierdziła mnie w przekonaniu, że najlepszym sposobem na poznanie wina jest podróż do miejsca, w którym powstaje. Chętnie zabiorę Cię tymi samymi szlakami, pokażę moje ulubione zakątki i wspólnie odkryjemy smaki, których nie sposób poznać wyłącznie z etykiety. Odkryj Burgundię z Enotrip!