Październikowe Gumpoldskirchen

Jednym z moich ulubionych miasteczek winiarskich Austrii jest Gumpoldskirchen położone nieopodal Wiednia.
Życie w tej małej mieścinie kręci się wokół wina, winnic i heurige. Tym razem na bazę noclegową wybraliśmy Winzerhotel Gumpoldskirchen mieszczący się przy głównej uliczce miasta. W ten piątkowy wieczór, pełni sił i optymizmu postanowiliśmy udać się na eksplorację lokalnych winiarni. Tym razem nasz wybór padł na Buschenschank Pinter-Freysmuth. Podawane tu wino to oczywiście w większości białe z królującym szczepem Welschriesling i Zierfandler. To dwie najbardziej charakterystyczne odmiany winogron dla regionu Thermen.

Bardzo często buschenchanki w Gumpoldskirchen zorganizowane są w ten sposób, że na wejściu znajduje się witryna z całym asortymentem przekąsek, które następnie są wybierane i sprzedawane na wagę. Dzięki temu możemy bardzo dokładnie wybrać co i ile chcemy zjeść. Nam zawsze najbardziej smakuję lokalne pasty (niem. Aufstrich), które są charakterystyczne dla każdego regionu, a nawet restauracji. W połączeniu z przepysznym pieczywem stanowią idealne towarzystwo dla degustacji wina.

W sobotę, korzystając z pięknej pogody udaliśmy się na spacer okolicznymi dróżkami, degustując po drodze szturm. Celem naszego spaceru była winnica Freigut Thallern, a raczej cały przysiółek – gdyż w jego skład wchodzi: winnica, winoteka, odchrystianizowany kościół zamieniony na hotel oraz restauracja całoroczna. To miejsce z bardzo długą historią sięgającą roku 1141.
Swoją drogą bardzo miło wspominam wyjazd w trakcie którego mieszkałem właśnie w tym hotelu.
Po dosyć długiej degustacji win w lokalnej winotece – a są tu głównie wina z rejonu Thermen oraz z racji koneksji właścicielskich z Południowej Styrii – udaliśmy się na wypoczynek w październikowym słońcu. Zgrabne mebelki przygotowane z europalet i butelka wina sprawiły, że dzień musiał być udany.

Wieczór postanowiliśmy spędzić na eksploracji winnic i restauracji będących w pobliżu naszego hotelu. I tak trafiliśmy m.in. do restauracji Schalek, gdzie mieliśmy możliwość spróbowania wykwintnych zapiekanych z masełkiem czosnkowym ślimaków oraz oczywiście wybornych win.

Weekend to zdecydowanie za mało, ale cóż robić? W niedziele, w drodze powrotnej do domu postanowiliśmy odkryć nowe miejsce na trasie. I tak trafiliśmy do interesującego pałacu należącego do rodziny Liechtenstein w miejscowości Wilfersdorf. Jako iż było to niedzielne południe, lokalna winnica była jeszcze zamknięta. Zostaliśmy więc skierowani do magicznego lokalu Neunleuf, gdzie wspólnie z dwoma innymi parami (była m.in.: Pani z Nowej Zelandii, Pan z Tyrolu) przy jednym stole spożyliśmy niedzielny posiłek. Takie dzielenie stołu przez nieznane osoby to bardzo częsta praktyka w Austrii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *